Ostatni dzień pielgrzymowania. Znowu napięty program, ale to dobrze, bo po to w koncu żeśmy tu przyjechali
...
Brama Gnojna.
Nazwa jest nieprzypadkowa i bardzo sugestywnie podpowiada, co przez nią wywożono z miasta. Tak, wywożono! Zwykle bramami wchodzono i wychodzono, ale ta akurat została tak zaprojektowania, by w czasach, gdy istniała jeszcze świątynia, przez nią właśnie wywożono z miasta do doliny Gehenny różne nieczystości (np. wnętrzności zwierząt składanych na ofiar). Dziś wygląda nawet przyzwoicie, co wiecej zmieniła się również jej rola. Dziś wchodzi się nią na teren ściany płaczu (żeby było jasne, to najbliższe wejście od tej strony muru, a nie jedyne!) i do żydowskiej części miasta.
Przed chwilą wspomniałem o murze płaczu, nie sposób zatem go pominąć będąc w Jeruzalem. Dziś to jakieś 150, no może nawet 200 metrów długi mur, który jest pozostałością wspanialej świątyni - tej z czasów Heroda - a faktycznie to jej najważniejszej czesci, świetego świętych (chodzi o ostatni zewnętrzny mur przybytku, gdzie trzymano Arkę Przymierza). Po zburzeniu świątyni zachowała się jedynie ta ściana. Dziś służy Chasydom za miejsce modlitwy, główne i najważniejsze. I tu mała dygresja. Coś mi się wydaje, że człowiek ma taką dziwną właściwość, że potrafi sobie zastąpić wszystko wszystkim i Boga zastąpić bogami według własnego pomysłu. Pomyślmy sobie, świątynia otoczona była murami, których długość była imponująca: ściana zachodnia liczyła 485 m., północna 313 m., południowa 280 m., a wschodnia 470 m. I tak sobie pomyślałem, czym jest ów mur wobec takiego rozmachu? Jak czasami zaślepia nas pycha znaczenia, lęk przed przyznaniem się do błędu, czy taką prozaiczna konieczność posiadania racji. Wydaje mi się również, że nie pozostaje bez znaczenia fakt, że za tym Murem jest zupełnie inna świątynia, równie wielką jak ta herodowa, choć tak obca...
 
Jakże inaczej wygląda stara Jerozolima! To jakaś część Świetego miasta wręcz nie z tego świata. Jest spokojna, z solidnymi murami, z dużą ilością kwiatów i zieleni. Nade wszystko jest ...czysta! Tu się nie wrzeszczy, nie sprzedaje na siłę, a słowo "galeria" wraca do źrodłosłowu, czyli wystawa i sprzedaż dzieł sztuki. To część żydowska, jeden z czterech kwartałów jerozolimskiej potęgi. Przez chwile zrobiło sie jak w Europie. Takie swojskie klimaty. To pewnie za sprawą samych mieszkańców, gdyż jakaś część z nich przybyła tu z Zachodu (glownie Europa i USA), przynosząc ze sobą wyobrażenie lepszego swiata. Niesamowite, taka niby zwykła rzecz jak czystość ulic, a w tym miejscu (na wschodzie) to takie dziwne. Człowiek to dziwne stworzenie, chociaż zawsze brzmi dumnie.
 
Mszę mieliśmy dziś w kaplicy Krzyżowców. Widać, że kaplica była przebudowywana na przestrzeni dziejów. Dziś to pomieszczenie o beczkowym sklepieniu, z wyraźnym podziałem pomiędzy nawą główną a prezbiterium. Warto też dopowiedzieć, że jazda Eucharystia była bardzo uroczysta, z rozwiązaniem Słowa Bożego, z Komunią św., w której prawie wszyscy wzmacniali się Chlebem Aniołów. Bez wątpienia miejsca, w jakich uczestniczyliśmy we Mszy św., która za każdym razem wzmacniała intensywność jej przeżywania.
 
Zwiedzanie Bazyliki Grobu Pańskiego rozpoczęliśmy od Nawiedzenia Grobu. W tej chwili trwają tu intensywne prace remontowe. Okazało się, że stan zachowania najcenniejsze relikwii chrześcijaństwa był w tak poważnym stopniu zagrożenia, że - jak na razie nigdy się nie zdarzyło, żeby wszystkie sześć grup chrześcijańskich opiekujących się Bazyliką Grobu, nie doszło do porozumienia - podjęto gruntowne pracę konserwacyjne i remontowe.
Wokół Grobu wybudowano wiele kaplic, poświęconych świętym, związanym z tym miejscem. Między innymi jest kaplica Ogrodu Marii Magdaleny, kaplica (a właściwie to stara cysterna na wodę, w ktorej św. Helena odnalazła relikwię Krzyża św.) oraz kaplica Adama - umiejscowiona dokładnie pod Golgotą (tu warto odświeżyć odniesienie do opisu Jezusa na krzyżu i jego krwi, spływającej na czaszkę Adama przez pęknięta skalę).
 
W tym dniu byliśmy w Ain Karem, gdzie nawiedziliśmy grotę Nawiedzenia św. Elżbiety. Tam jest również kościół górny Nawiedzenia św. Elżbiety, gdzie są piękne obrazy opisujące niektóre wezwania z Litanii Loretanskiej.
 
Na zakończenie dzisiejszego dnia zobaczyliśmy kościół św. Jana Chrzciciela i Kneset